Agencja reklamowa
tworzenie stron www
Hosting www
hosting www
|
hosting www
Załóż darmowego bloga
Znajdź kwaterę na wakację
Załóż darmowego bloga
Portal o modzie
Portal windykacyjny


Prolog.

Nigdy nie mówimy całej prawdy. Prowokujemy los, szarpiąc go za ludzkie rękawy albo stukamy do jego drzwi, uciekając, zanim otworzy. Dlaczego jeszcze nikt nie pozwolił sobie na zupełną szczerość? Niby czemu mielibyśmy się krępować? Przecież i tak nie uwierzycie. Jesteśmy skazani na bycie legendą, trochę niebezpiecznym mitem albo horrorem. Może znalazło się paru wariatów, paru czcicieli i fanatyków, ale oni są za bardzo popieprzeni, niestety, by zrobić coś z tym, czego się dowiedzieli. Nie stanowicie dla nas żadnego wyzwania, nie mówiąc o zagrożeniu, czy choćby o najzwyklejszej rozrywce. Może krew jest mało przekonująca. A może wasza rasa to sami ateiści, próbujący się czasem wypierać samych siebie rozpaczliwą pogonią za zapewnieniem sobie zbawienia. Albo jesteście masą ignorantów. Potencjalnie wasza ochota unicestwiania wszystkiego, czego nie rozumiecie jest dla nas ryzykiem, które podejmujemy, zdradzając po trochu swoje tajemnice, ale wy jesteście zbyt leniwi, by je sprawdzić. Nie ma więc chyba znaczenia, czy posunę się krok dalej, mówiąc dwa słowa więcej, dwa razy uczciwiej.

Naprawdę szkoda, że traktujecie to jak bajki z dreszczykiem. Mogłoby być ciekawiej… No, ale co mogłoby przekonać waszą nacje niedowiarków? Nie mogę przecież uśmiechnąć się do każdego z was osobno. A nawet gdyby mi się udało, to i tak następnego dnia przekonywalibyście się nawzajem, że źle spaliście zeszłej nocy.

Pochłonęła was do reszty szarość zwykłości, rzeczywistość sucha i cierpka, bez żadnych rzeczy niemożliwych, świat przewidziany, odarty z resztek magii. Wasza nadzieja, że jednak jest coś jeszcze, to wrota Żałosnej Tragedii. Żal mi dnia, który oznajmi wam rzeczowym tonem jak bardzo i jak strasznie wszyscy się mylicie. Żal mi go, bo będzie miał mnóstwo martwych ciał do zakopania. Bo nie wierzę, że przeżyjecie własne zdziwienie.

A moglibyśmy razem tak dobrze się bawić.

Sam nie wiem, dlaczego więc istnieje tak wiele wersji tej samej historii. Czego mielibyśmy się obawiać z waszej strony? My możemy was pogryźć, a wy nawet nie zamierzacie się bronić. Zaraz uwierzę w to, że całkiem uczciwie i naturalnie jest próbować was choć ostrzec, że to niemal nasz obowiązek.

Tak ślepi… Uwikłani w niekończące się przyczyny i skutki.

Nie czynimy tego jednak z poczucia obowiązku. Rany, całkiem daleko nam do altruistów. Zresztą czy rozsądnie było by zamykać lodówkę na klucz i wrzucać go do głębokiego jeziora? Jaki pożytek miałby gepard z tego, że uprzedzałby gazele, kiedy wybiera się na polowanie?

No właśnie.

Nasze próby ujawniania się (które wypalą chyba tylko wtedy, gdy wszyscy zdecydujemy się na gromadne publiczne wystąpienie) są przejawem naszej słabości, bynajmniej nie do ludzi. To taka potrzeba, chwilami większa niż głód. Gdybyście potrafili wczuć się w naszą skórę, szybko doszlibyście do słusznego wniosku, że na tle tak wszech masywnej czasoprzestrzeni, zaczyna brakować uciechy i frajdy. Kiedy już zostało zrobione wszystko, co można by zrobić za życia, a na co nie starczyło by czasu przez kilka stuleci, naprawdę niektórzy z nas zaczynają się poważnie nudzić. A wtedy irytuje nawet fakt, że nie można sobie nawet zasadniczo szeroko ziewnąć.

Musieliśmy jakoś sobie urozmaicić istnienie, żeby nie zwariować, wciąż rozbijając umysły o te kamienne słowo – „wieczność”. Zaczęliśmy rzucać sobie wyzwania, ale przede wszystkim nauczyliśmy się fascynować. Przez lata wyczuliłem swoje zmysły na punkcie różnych obsesji, które przyciągają mnie do siebie jak magnez. I wpadłem na genialny pomysł, aby połączyć ze sobą te dwie rzeczy.

Rzucając sobie jedno z tych wyzwań, które zadzierają z autodestrukcją, a także w pewnym sensie narażają nas na wyginięcie (według niektórych trzęsących się średniowiecznych tchórzy), chciałem znaleźć psychozę swojej egzystencji. Taką, która może zostałaby już ze mną na zawsze, która by nie przeminęła. Ale to był plan A, w który nie wierzyłem. Planem B było bawić się lepiej niż zwykle.

Mimo dezaprobat, wszyscy powinni być zadowoleni, bo wszyscy drżą, słuchając o sobie z nieświadomych ust. Emocje nie zamierają, ciało nie zastyga. Nie stajemy się piaskowymi posągami, jeszcze nie. O to chodzi. Bo przecież to zdmuchnięty płomień parzy dotkliwiej niż cała eksplozja.

Może nie wszystko jest szczerozłotą prawda, ale też większość wcale nie jest naciągana.

Dla przykładu możemy rozpatrzeć kwestie naszej nadludzkiej siły. Tak, zasadniczo nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Jesteśmy niemal wszechmocni. I właśnie to „niemal” stanowi drobną różnicę miedzy nami a pojęciem Boga. Zdarzają się nam bowiem całkiem poważne chwile słabości (chodź wszystko wskazuje na to, że Bóg też je ma). Bywamy wyczerpani. Taka zwykła ludzka przypadłość, ciągle obija się o ścianki naszych żył. Czasem. Gdy naprawdę mocno się o to postaramy. Częściej po prostu sami się na to decydujemy. Dobrowolnie. Zazwyczaj.

Bo mimo wszystko, tęsknimy za człowieczeństwem.